Już z daleka ocenił, że nazywanie Qurny wioską nie było najlepszym określeniem. Bliższe prawdy było nazwanie tej skalnej osady pueblem. Trochę przypominało mu włoskie wioski, które mijali z Leną w drodze do Monte Carlo. Jak choćby Ventimiglio, gdzie przyczepione do skał kolorowe domy, poukładane były jedne na drugich. 

Pora zdecydowanie nie sprzyjała spacerom. Błękitne niebo, jak zwykle pozbawione było nawet jednej najmniejszej chmurki, która choć na chwilę mogłaby zasłonić rozpalone do białości słońce. Słomkowy kapelusz i przyciemniane okulary chroniły jedynie przed słońcem, ale nie przez temperaturą, która dawno przekroczyła czterdzieści pięć stopni. Kamienie były tak rozgrzane, że Wolf czuł je przez grube podeszwy butów. Teraz zrozumiał upór Hassan, które namówił go na ich zakup w Kairze. Ale nawet one kleiły się do głazów. Za dnia rozpalona do kilkudziesięciu, a nocą chłodzona do kilku zaledwie stopni skała kruszyła się pod stopami. Drobne kamyczki spadały na dół tworząc malutkie kurhany.

Kiedy zbliżył się do wioski na odległość kilkudziesięciu metrów, to wyleciała na niego, przypominająca szarańczę, chmara bosych dzieci w podartych ubraniach. Wkrótce kilkuletnie dziewczynki i chłopcy uwiesili się jego ramion, brudząc białą koszulę. Przekrzykiwali się na potęgę, na przemian żebrząc o bakszysz i oferując mu swoje rękodzieła. Na przykład szmacianą lalkę wykonaną z tego, co akurat pomysłowy twórca miał pod ręką. Harmider wyciągnął z prymitywnego domu starszego mężczyznę, który stanął w cieniu i czekał, aż Wolf wejdzie do wioski.

– Salam alejkum przybyszu – przywitał się i zapytał łamaną angielszczyzną. – Co sprowadza tutaj?

– Alejkum salam – odpowiedział grzeczni i dodał. – Szukam Omara el-Rasula.

Zdjęcia i tekst w całości pochodzą z podróżniczego bloga Pawła Kozłowskiego. To on zainspirował mnie do stworzenia postaci Omara el-Rasula, jego ojca Tariqa, kuzyna Aliego i nadanie im konkretnych ról w powieści. Umówiłem się z nim, że zamieszczę tutaj jego artykuł bez zmian, co też czynię, a ciekawskich odsyłam na jego stronę.

Qurna – autor Paweł Kozłowski. dziennikipodrozne.com

Przemierzając drogę z Luksoru do Doliny Królów mało kto zwraca uwagę na niepozorną wioskę znajdującą się na zboczach Wzgórz Tebańskich. Sytuacja wyglądałaby zapewne inaczej, gdyby ludzie wiedzieli jaką skrywa ona tajemnicę.
Żeby zrozumieć co właściwie tam zaszło musimy cofnąć się nieco w czasie, ale bynajmniej nie do epoki faraonów – 70 lat w zupełności wystarczy. Po II Wojnie Światowej sytuacja ekonomiczna Egiptu wyglądała katastrofalnie i rządzący musieli szybko znaleźć sposób, aby zwiększyć wpływy do budżetu. Jako, że w tamtych czasach największe straty państwo ponosiło z tytułu nielegalnego handlu antykami, to logicznym było, że właśnie tutaj postanowiono szukać oszczędności. Przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę dochodzenie, z którego wnioski brzmiały następująco:

  • do największej liczby legalnych, półlegalnych i całkowicie nielegalnych transakcji dochodzi w okolicach Luksoru i Doliny Królów
  • w znakomitą większość tych transakcji zamieszani są mieszkańcy wsi Qurna.

Qurnawis – bo tak określa się mieszkańców Qurny, byli w tamtych czasach bardzo dobrze znani każdemu kto choć trochę interesował się archeologią, ponieważ większość z nich pracowała fizycznie przy wykopaliskach, oddając nieocenione usługi naukowcom angielskim, francuskim i amerykańskim. Ale wioska miała też swoją ciemną stronę. Qurnawis od stuleci zajmowali się również okradaniem starożytnych grobowców – i odnosili na tym polu niemałe sukcesy. Oprócz tego trudnili się również profesjonalnym wyrabianiem falsyfikatów. W tym ostatnim doszli do takiej perfekcji, że nawet największe europejskie muzea kupowały ich rękodzieła” wierząc, że to oryginały.

Kiepski PR wioski w połączeniu z wynikami śledztwa sprawił, że postanowiono bliżej przyjrzeć się działalności jej mieszkańców. Zarządzono kolejne śledztwo, tym razem dużo bardziej szczegółowe. Pętla wokół Qurny zaczęła się zaciskać.

Można by powiedzieć, że to co odkryły połączone siły policji i Służby Starożytności wywołało u nich zaskoczenie, oburzenie czy też zniesmaczenie. Prawda jest jednak taka, że w tym momencie język polski okazuje się bezsilny i nijak nie potrafi oddać rzeczywistych emocji. Oni po prostu mieli zajebistego „mindfucka”. Okazało się bowiem, że prawie wszystkie domy na terenie wioski zostały z premedytacją wybudowane na starożytnych grobowcach. Dzięki temu Qurnawis mogli je bezkarnie rabować nie wzbudzając przy tym niczyich podejrzeń! Przyznacie sami, że w tym kontekście powiedzenie „praca z domu” nabiera zupełnie innego znaczenia!

Pobieżne badania wykazały, że pod ziemią wciąż może się znajdować nawet kilkaset nieodkrytych grobowców. Te, które zostały już „odkryte” i ograbione przez przedsiębiorczych Qurnawis były używane głównie jako latryny lub składowiska odpadów.

Chcąc uratować to co pozostało, należało w pierwszej kolejności pozbyć się mieszkańców i zabezpieczyć teren. W tym celu rząd postanowił przesiedlić ich do nowo wybudowanej osady –Nowej Qurny. Nazwa brzmi bardzo nieszablonowo, prawda? Część ludzi zdecydowała się na przeprowadzkę, ale zdecydowana większość wolała pozostać w „starej” QurniePrzepychanki rządu z mieszkańcami trwały ponad pół wieku.

W 2006 r. na rozkaz Mubaraka do wioski wjechały buldożery. Wysiedlono ponad 3500 rodzin a Qurna została zrównana z ziemią. Pozostawiono jedynie kilkanaście domostw, które w przyszłości mają być przekształcone w skansen. Tak oto historia „Wioski Złodziei” dobiegła końca. Jednak nasza opowieść dopiero się zaczyna.

„Okazało się, że cała wieś Qurna – rodzinna wieś Abd-el-Rasula – to zawołani złodzieje i świętokradcy. Rzemiosło to, przechodząc z ojca na syna, kwitło tu od niepamiętnych czasów, prawdopodobnie od XIII wieku przed Chrystusem. Drugiej takiej złodziejskiej dynastii nie było chyba nigdy i nigdzie na świecie.”

C.W. Ceram, „Bogowie, groby i uczeni”

Najsłynniejszym klanem zamieszkującym Qurnę była rodzina Abd-el-Rasul. Teraz opowiem Wam o tym czym sobie na tą sławę zasłużyli.

Skrytka DB-320

Był rok 1871, kiedy Ahmed Abd-el-Rasul wraz ze swoimi braćmi: Mohamedem i Solimanem odnaleźli w zboczu górskim grobowiec-skrytkę, w którym kapłani ukryli mumie kilkudziesięciu władców Nowego Państwa. Oficjalna wersja tej historii podaje, że natrafili na nią całkiem przypadkiem, kiedy szukali jednej z zaginionych kóz. Ciężko w nią jednak uwierzyć, zważywszy na to, że cała rodzina Abd-el-Rasul od wieków zawodowo zajmowała się handlem starożytnościami. Bracia potraktowali skrytkę jako swego rodzaju lokatę długoterminową i przez blisko 10 lat systematycznie wyprzedawali znalezione w niej przedmioty. Szczęście ich opuściło w 1881 r., kiedy to w wyniku policyjnej prowokacji wszyscy trzej wpadli w ręce Gastona Maspero – ówczesnego dyrektora Służby Starożytności. Jednak nawet pomimo brutalnych przesłuchań żaden z nich nie przyznał się do winy i w końcu z braku wystarczających dowodów zwolniono ich do domu. Tam doszło między nimi do kłótni, w wyniku której jeden z braci – Mohamed zdecydował że poinformuje władze o ich złodziejskim przedsięwzięciu. Nie żeby uczynił to z poczucia obywatelskiego obowiązku – w zamian otrzymał nagrodę w wysokości 500 funtów za wskazanie złodziei i obietnicę bezkarności.

Na podstawie jego informacji udało się dotrzeć do grobowca położonego na terenie Deir el-Bahari. Archeolodzy pod przewodnictwem Emila Brugscha – asystenta Gastona Maspero opuścili się w głąb skalnego szybu, który pełnił funkcję skrytki. To co znaleźli na jego dnie przeszło ich najśmielsze oczekiwania.

„Od razu natrafiliśmy na skrzynki z ofiarami grobowymi z fajansu, naczynia z metalu i alabastru, tkaniny i inne ozdoby, a gdy doszliśmy do załamania korytarza ukazało się mnóstwo sarkofagów, w takiej liczbie, że zaparło dech w piersiach. Pozbierawszy myśli zacząłem przyglądać im się dokładniej, na ile było to możliwe w świetle kaganka. Natychmiast zorientowałem się, że zawierają one mumie osób krwi królewskiej, obojga płci…”

Emil Brugsch

Wszystkie mumie zdecydowano się przetransportować statkiem do Kairu. Wzdłuż brzegów Nilu zgromadziły się wtedy niezliczone rzesze Egipcjan. Kobiety zanosiły się płaczem, a chłopi strzelali z broni i wznosili rytualne okrzyki. Była to jedyna w swoim rodzaju ceremonia żałobna, która wtedy odbyła się zapewne po raz ostatni w historii świata. Wywodziła się ona jeszcze sprzed tysięcy lat, z czasów kiedy śmierć faraona oznaczała śmierć boga i zwiastowała nadejście czasów mroku.

Co zaś tyczy się głównego bohatera tej historii – Mohameda Abd-el-Rasula, to został on mianowany inspektorem w Służbie Starożytności. 10 lat po opisywanych wydarzeniach, dzięki jego pomocy Emil Brugsch odkrył tzw. drugą skrytkę – ale to już historia na oddzielną opowieść. Wszystkie 40 mumii można dziś oglądać w Muzeum Egipskim w Kairze. Odnalezienie Skrytki DB-320 (taką nadaną jej oficjalną nazwę) uważa się za jedno z największych odkryć w całej historii egipskich wykopalisk.

Grobowiec Tutanhamona

Kiedy Gaston Maspero (ten sam, który kilka akapitów wyżej pojmał braci Abd-el-Rasul) podpisywał koncesję na wykopaliska w Dolinie Królów dla lorda Carnarvona i Howarda Cartera stwierdził, że uważa ich wysiłki za bezcelowe, gdyż w tym miejscu nie pozostało już nic do odkrycia. Jednak mimo to obaj dżentelmeni postanowili spróbować szczęścia.


Poszukiwania rozpoczęto w roku 1917. Pierwsze 5 lat robót przyniosło wyłącznie rozczarowania. Lord Carnarvon – sponsor wykopalisk, stracił cierpliwość i zagroził Carterowi, że sezon 1922 jest ostatnim, za który płaci. Albo znajdą to czego szukają, albo kończą współpracę i obaj wracają do Anglii. Przy wykopaliskach Carter zatrudniał kilkudziesięciu robotników z pobliskiej wsi Qurna. Najmłodszym z nich był dwunastoletni Hussein, który codziennie rano dostarczał wodę dla całej ekipy.


Był 4-ty czerwca 1922 r., kiedy Hussein szukając odpowiednio płaskiego miejsca, w którym mógłby bezpiecznie postawić swój dzban, natrafił na kamienny stopień. O swoim znalezisku niezwłocznie powiadomił Cartera. Już pierwsze wbicie kilofa uświadomiło archeologowi, że odnalazł schody prowadzące do grobowca.

„Carter nerwowym ruchem pociera zapałkę, zapala świecę i niepewną ręką przybliża ją do otworu. Dosłownie drżąc z napięcia i ciekawości przykłada do niego głowę, aby nareszcie zajrzeć do wnętrza. Od podmuchu gorącego powietrza światło świecy zaczyna migotać. W pierwszej chwili Carter nic nie może rozpoznać. Potem jednak jego oczy przyzwyczajają się do chybotliwego światła. Dostrzega zrazu niewyraźne kontury, potem cienie pojedynczych przedmiotów, odróżnia kolory, widzi coraz wyraźniej, co zawiera komora za tymi drugimi, opieczętowanymi drzwiami. Nie wydaje z siebie żadnego okrzyku zachwytu. Milczy… Dla czekających przy nim osób chwile te wydają się wiecznością. W końcu Carnarvon nie mogąc dłużej znieść tej niepewności pyta: »Czy widzi pan coś?« Howard Carter odwraca się powoli. Wzruszony do głębi duszy odpowiada jakby urzeczony: »Tak jest. Widzę cudowne rzeczy«.”

C.W. Ceram, „Bogowie, groby i uczeni”

Resztę tej historii już znacie. Odkrycie Grobowca Tutanchamona było najważniejszym wydarzeniem w historii egipskiej archeologii, a Howardowi Carterowi dało sławę i zapewniło swego rodzaju nieśmiertelność.

Nie możemy również zapominać o małym Husseinie i jego roli, jaką odegrał w opisywanych tu wydarzeniach. Bez wątpienia jest on cichym bohaterem tej historii. Docenił go sam Howard Carter, który w ramach wdzięczności podarował chłopcu złoty naszyjnik z komnaty grobowej Tutanchamona.

A teraz czas na puentę. Dlaczego właściwie postać Husseina jest tak ważna dla tej opowieści? Otóż Hussein pochodził z rodziny Abd-el-Rasul, a główny bohater poprzedniej historii (tej o Skrytce DB-320) Mohamed Abd-el-Rasul był jego dziadkiem.

Dwa najbardziej doniosłe wydarzenia w historii egiptologii i w każdym z nich główną rolę odgrywają przedstawiciele jednego klanu: Abd-el-Rasul. Przypadek? Nie sądzę…

Spotkanie

Budynek wyglądał dość niepozornie, ale wiszący na nim duży szyld Stelli był wystarczającym argumentem żeby dać temu lokalowi szansę. W środku sami miejscowi, za ladą barman, a za barmanem lodówka pełna zimnego piwa. Nie wypadało nie zostać. Z alkoholem jest jak kiedyś z Nokią: „connecting people”. Dlatego przy drugim piwie pytam barmana o to, o czym „Lonely Planet” milczy:

– „Szefie, gdzie w tej wiosce jest dom rodziny Abd-el-Rasul, o ile w ogóle ktokolwiek z tej rodziny jeszcze żyje?” 

Mohamed – tak nazywał się ów barman – popatrzył na mnie jak na kogoś z innej planety, widocznie zdzwiony poziomem mojej ignorancji, a następnie kazał mi spojrzeć za siebie. Cała ściana wyklejona była zdjęciami z wykopalisk, artykułami z gazet i listami gratulacyjnymi z różnych części świata. Temat był jeden: odkrycie grobowca Tutanchamona. Najczęściej powtarzał się jeden motyw: mały chłopiec z dzbanem wody i naszyjnikiem. Widziałem jego zdjęcie wcześniej w necie chyba kilkadziesiąt razy – to Hussein (ten od Cartera i Tutanchamona).

W końcu pytam Mohameda, o co w tym wszystkim chodzi?

– Pytałeś mnie o rodzinę Abd-el-Rasul. Ja nazywam się Mohamed Abd-el-Rasul. Hussein był moim dziadkiem…

W Egipcie prawnie każdy ma przynajmniej 4 imiona – swoje jako pierwsze, ojca jako drugie, dziadka jako trzecie, itd. Mohamed Abd-el-Rasul ma ich aż 5: Mohamed Mahmoud Hussein Hassan Mohamed. Zwróćcie uwagę na numery: 3 i 5 – tych gości powinniście już kojarzyć.
W przeciwieństwie do swoich znanych przodków Mohamed nie zajmuje się archeologią. Prowadzi restaurację „Ramsesseum” we wsi Qurna, w której serwuje najbardziej schłodzoną Stelle po zachodniej stronie Nilu. I opowiada przy tym zajebiste historie. Polecam!

Qurna, Gurna, Gournah, Gurneh, Khurna, Kurna

Długo zastanawiałem się nad tym, czy w ogóle pisać tego posta. Wydawał mi się zbyt historyczny nawet jak na tego bloga, który jak pewnie zauważyliście nie unika i takiej tematyki. Ostatecznie jednak tekst powstał, a pomógł temu mój służbowy wyjazd do Nigerii – nic tak dobrze nie zabija czasu na statku jak pisanie. No chyba, że oglądanie nigeryjskich newsów, w których zwykle pada więcej trupów niż w IV części Rambo.

Nie obyło się bez problemów. Po pierwsze primo: research – oj, nie było łatwo. Nie dość, że drzewo genealogiczne rodziny Abd-el-Rasul jest dość rozbudowane, to jeszcze jakieś 90% jej męskiej populacji nosi imię Mohamed” . Żeby nie było za łatwo: często nawet jak ktoś nie nazywa się „Mohamed” to i tak „Mohamed” ma na drugie lub trzecie – i tylko tego używa, bo to akurat bardziej mu się podoba. Nie łatwo jest dojść kto jest dla kogo kim w tej rodzinie. Tutaj tak jak i na Bliskim Wschodzie wszystko zawiera się w magicznym słowie „cousin” – każdy jest dla każdego kuzynem, a szczegółów lepiej nie dochodzić.

Drugą kwestią jest zapis fonetyczny nazw arabskich w językach europejskich. Praktycznie w każdym tekście historycznym nazwisko Abd-el-Rasul zapisane jest inaczej. Ja znalazłem m.in.: Abd el-Rassuhl, Abd el-Rasool, Abdul Rassoul, Abdel Rasul, Abdou El-Rasoul, AbdurasoulTen sam problem wystąpił przy nazwie wioski: „Qurna”. W sieci znajdziecie również zapis: Gurna, Gournah, Gurneh, Khurna, Kurna.

I człowiek wtedy nawet nie bardzo wie co wpisać w wyszukiwarkę…

Epilog

Rodzina Abd-el-Rasul bez wątpienia na stałe zapisała się w historii archeologii. My poznaliśmy tylko jej najsłynniejszych przedstawicieli, ale na sagę rodziny Abd-el-Rasul składają się również losy kilku mniej znanych, choć równie ciekawych postaci. Ojciec Husseina – Hassan był oddanym pracownikiem i dobrym przyjacielem Howarda Cartera. Natomiast legendarny wśród archeologów hotel Marsam w Qurnie został założony przez kuzyna Husseina – Aliego Abd-el-Rasula, który większość swojego życia poświęcił na szukanie sekretnej komnaty w grobowcu Setiego I.

Czy w takim razie ma rację C.W. Ceram, a wraz z nim rzesze historyków twierdzących, że jest to: „najbardziej złodziejska dynastia w dziejach świata” ?

Odpowiedź na to pytanie na pewno nie jest prosta. Należy pamiętać, że archeologia w czasach kiedy działy się opisywane wydarzenia znacznie różniła się od tej współczesnej, a różnica między „wykopaliskami archeologicznymi” „grabieżą” była dość płynna.

„Ostro konkurowali tam ze sobą nie tylko prywatni kolekcjonerzy i handlarze antyków (oryginalnych i podrabianych), w rywalizacji uczestniczyły również największe muzea świata. Przedstawiciele Luwru, Muzeum Brytyjskiego oraz nowojorskiego Metropolitan Museum of Art też nie przebierali w środkach. Wszyscy zachowywali się jak łapczywe i kłótliwe dzieci, każdy chciał pozyskać dla siebie jak najwięcej jak najlepszych starożytnych artefaktów. Nikt się przy tym specjalnie nie interesował, skąd one konkretnie pochodzą.”

Daniel Meyerson, „W Dolinie Królów. Howard Carter i odkrycie grobowca Tutanhamona”

Pomijając rozważania kwestii moralnych myślę, że zarówno życie mieszkańców Qurny, jak i rodziny Abd-el-Rasul to po prostu dobra historia. Historia warta posta.

Autor Paweł Kozłowski

Źródła: Paweł Kozłowski www.dziennikipodrozne.com

Scroll UpScroll Up